Jednym z symbolicznych imion, określeń Syna Boga Jedynego jest imię „Słowo Boga”.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. (2) Ono było na początku u Boga. (3) Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało. (4) W nim było życie, a życie było światłością ludzi (14) A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jana 1:1-4, 14).

Jan utożsamia (personifikuje) Syna Bożego ze „Słowem”, które było u Boga przed wszystkimi rzeczami.

Lecz jak się okazuje wiele osób, które chociaż nie przyjęły duchowego „znamienia bestii”, jakim jest wiara w trójjedynego boga, wpada w inną skrajność ograbiającą z wiary, mianowicie odbiera Synowi Bożemu prawo do istnienia przed swymi narodzinami w Betlejem, kiedy to stał się Synem Człowieczym.

Coraz więcej ludzi, podających się za „chrześcijan”, z różnych wyznań i społeczności, perfidnie powołując się na „Słowo Boże”, przyłącza się do niespotykanej chyba dotąd walki kłamstwa i manipulacji ze Słowem – Synem Bożym. Można zaobserwować coraz bardziej zaciekłą duchową walkę z Osobą samego Zbawiciela, z Tym, Który „nazywa się Wierny i Prawdziwy, gdyż sprawiedliwie sądzi i sprawiedliwie walczy…. imię zaś jego brzmi: Słowo Boże” (Objawienie 19:11-13).

Ludzie ci przekręcają i wypaczają nauki Chrystusa, zaprzeczają Jego istnieniu i przemawianiu w imieniu Ojca na kartach Starego Testamentu, a nawet odmawiają Mu czci i chwały, nie bacząc na to, że „kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał” (Jana 5:23 BT).

W walce tej przeciwnicy Syna, a tym samym „Boga Ojca, który Go posłał” wyciągają najrozmaitszą broń – przeróżne argumenty – najczęściej wyrwane z kontekstu i bezczelnie reinterpretowane według swego rozumu i potrzeb – fragmenty Pisma. Nie wahają się (oni) posuwać nawet do twierdzenia, że współczesne przekłady Biblii są wszystkie zafałszowane i przekręcone (podstawowa taktyka diabła – sianie wątpliwości w Słowo Boże), wbrew deklaracji samego Boga, Który stoi na straży Swego Słowa.

„Słowa Pańskie są słowami czystymi, Srebrem przetopionym, odłączonym od ziemi, siedemkroć oczyszczonym. (8) Ty, Panie, będziesz ich strzegł!” (Psalm 12:7-8).

„Oczy Pana czuwają nad tym, co znane (Słowo Boże), i On podważa słowa wiarołomcy” (Przysłów 22:12, por. Mateusza 24:35, Izajasza 34:16).

Najwyższemu zależy na tym, by wszyscy szczerzy ludzie mogli poznać Jego wolę i otrzymać żywot wieczny, by potrafili zrozumieć, kim jest Prawdziwy Bóg oraz Jego Jednorodzony Syn, a tym samym co dla nas uczynili:

„A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (Jana 17:3).

Gdy Pan Jehoszua powiedział, że „będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom” (Mateusza 24:14), to doskonale wiedział, że mnogie narody zamieszkujące nasz glob, z powodu nieznajomości języków biblijnych – hebrajskiego, aramejskiego i greki – będą czytać Słowo Boże wyłącznie w przekładach na ich własne języki.

Czy w tej sytuacji Wszechmogący i miłosierny Bóg mógł nas skazać na merytorycznie zmienioną, sfałszowaną treść i naukę Księgi, która wskutek tego przestałaby być autentycznym Słowem Bożym?!

Nasz Bóg nie postępuje w taki sposób! I dzięki Niemu wszelkie zaistniałe na przestrzeni tysiącleci drobne zniekształcenia tekstu, nie miały wpływu na merytoryczne przesłanie Bożej Księgi. Były zresztą systematycznie eliminowane, czego doskonałym przykładem może być, tzw. przypadek „Comma Johanneum”, poważniejsze fałszerstwo, które także zostało odkryte, wyjaśnione i usunięte z Pisma Świętego! Jest to znamienne i budujące.

Pierwsza niekonsekwencja rozumowania osób poddających w wątpliwość tekst Pisma, która się pojawia, to ich własne słowa – sami bowiem, na potwierdzenie swoich wywodów przytaczają dziesiątki (wyrywanych z kontekstu, lub niewłaściwie interpretowanych) wersetów, rzekomo potwierdzających głoszone przez nich tezy – i tu najwyraźniej uważają, że przytaczane przez nich słowa są prawidłowo przetłumaczone. Jednocześnie odrzucają oni wszystkie te wersety Słowa Bożego, które jednoznacznie, jasno i prosto zaprzeczają ich tezom, obalają je całkowicie i to w setkach miejsc – twierdząc z kolei, że wynikają one z przekręcenia przekładów Biblii przez ich tłumaczy lub to co tam napisano, wcale nie oznacza tego, co oznacza.

Czyli, krótko mówiąc – tam gdzie im pasuje – twierdzą, że Biblia jest prawidłowo przełożona, a gdzie zaprzecza ich wywodom – jest źle przetłumaczona i przekręcona. Osoby te, walcząc przeciw Synowi Bożemu (Objawienie 17:14) nie wahają się nawet posuwać do bluźnierstw, twierdząc otwarcie, że wiara w preegzystującego Syna to czyste pogaństwo.

Dla szczerego człowieka istnieje cała przytłaczająca masa świadków – wersetów, które w sposób jasny i zrozumiały pokazują, że Jehoszua, jako Jednorodzony Syn, faktycznie istniał zanim pojawił się na ziemi. O części z nich pisałem już w artykule pt. „Jehoszua – Preegzystencja Słowa”, a teraz  spróbuję ukazać dlaczego TO TAK WAŻNE, abyśmy wierzyli w Syna Boga Jedynego, istniejącego od prawieków.

„Ale ty, Betlejemie Efrata, najmniejszy z okręgów judzkich, z ciebie mi wyjdzie ten, który będzie władcą Izraela. Początki jego od prawieku, od dni zamierzchłych (Micheasza 5:1).

MIŁOŚĆ BOŻA.

Słowo Boże uczy nas, że Bóg przede wszystkim jest miłością. Chciałbym, abyśmy w tym miejscu  zastanowili się przez chwilę nad ogromem miłości Bożej.

Najpierw odpowiedzmy sobie kim jest człowiek?

„Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy STAŁ SIĘ człowiek istotą żywą” (1 Mojżesza 2:7, por. Psalm 39:12, Hioba 7:7, Koheleta 3:19-20, Jakuba 2:26).

Bóg tchnął w martwe ciało Swego ożywczego ducha i człowiek STAŁ SIĘ istotą żywą.

Każdy człowiek otrzymał ciało i dech życia – Chrystus także – kiedy narodził się w Betlejem, jako „Syn Człowieczy” – nie było między Nim, a nami żadnej różnicy. ON TAKŻE WÓWCZAS STAŁ SIĘ (jedyną różnicą było to, że doszło do tego bez ingerencji innego mężczyzny). Właśnie to ożywcze tchnienie życia wróciło do Boga na trzy dni z ciała Jehoszua, kiedy był martwy, tak samo jak w przypadku każdego człowieka.

„A Jezus, zawoławszy wielkim głosem, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego. I powiedziawszy to, skonał” (Łukasza 23:46).

Zatem nie było różnicy między człowiekiem, jakim był Chrystus, a nami (pomijając kwestę grzeszności) – tak więc zastanówmy się na czym tak naprawdę polega OGROMNA MIŁOŚĆ i POŚWIĘCENIE Boga Ojca względem nas ludzi, gdyż jak czytamy:

„W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. (10) Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze” (1 Jana 4:9-10).

Czy ta miłość i poświęcenie Boga polegała na posłaniu i wydaniu na śmierć za nasze grzechy „syna człowieczego” (Chrystusa), który swój żywot rozpoczął dopiero w Betlejem?

Pomijając dziesiątki jasnych i prostych wypowiedzi samego Jehoszua na temat Jego wcześniejszego (z przed Betlejem) pochodzenia – spójrzmy jaką prawdę na ten temat, przekazywał choćby w przypowieściach:

„Wtedy posłał do nich drugiego sługę; lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. (5) Posłał jeszcze jednego, tego zabili. I posłał wielu innych, z których jednych obili, drugich pozabijali. (6) Miał jeszcze jednego, ukochanego syna. Posłał go jako ostatniego do nich, bo sobie mówił: Uszanują mojego syna. (7) Lecz owi rolnicy mówili nawzajem do siebie: to jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze. (8) I chwyciwszy, zabili go i wyrzucili z winnicy” (Marka 12:4-8).

Jest tu porównanie, którego zamierzeniem jest nauczyć nas prawdy o tym, że Bóg miał Syna, zanim Go posłał. Miłość i poświęcenie Boga dopiero wówczas ma doskonały sens.

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jana 3:16).

Dopiero przyjmując prawdę, wierząc w to, że Jehoszua był od początku świata przy Ojcu, jako Jego Pierworodny – można choć trochę zrozumieć ogromne poświęcenie i miłość Boga w stosunku do nas:

„W owym dniu, mówi Wszechmogący Pan, sprawię, że słońce zajdzie w południe, i mrokiem okryję ziemię w biały dzień, (10) i zamienię wasze święta w żałobę i wszystkie wasze pieśni w pieśń żałobną; na wszystkie biodra włożę włosiennicę, a na każdą głowę łysinę. Przekształcę to w żałobę po jedynaku, a całą przyszłość w dzień goryczy” (Amosa 8:9-10).

Jeżeli Bóg nie miałby Syna, który przebywał u Jego boku, wówczas nie mógłby Go oddać, posyłając na ziemię, jako Syna Człowieczego. Nie miałoby sensu mówienie o OGROMIE MIŁOŚCI I POŚWIĘCENIA Bożego względem nas malutkich, marnych, grzesznych ludzi. Nie byłoby sensu mówienie o głębokich emocjach, odczuciach – o żałobie po Jedynaku! Bo cóż z tego, że Ten Człowiek był bez grzechu – On nadal byłby tylko „Drugim Adamem”…

Jednak odstępcy od wiary Syna, bezmyślnie wbijają sobie do głowy i próbują to uczynić innym, że ależ skąd, owszem wszystko ma sens, wszystko jest w porządku i twierdzą przy tym, że polegało to na tym, iż Bóg powołał do istnienia Swego Syna dopiero w Betlejem (wcześnie nie istniał – był w zamierzeniu Bożym), następnie pozwolił, aby ten bezgrzeszny, sprawiedliwy człowiek, dopiero co powołany do życia (nieco ponad 30 lat wstecz) został wydany na śmierć, jako okup za grzechy ludzkości.

Ot według nich poświęcenie i miłość Boga… Brawo…

Jeżeli Chrystus swój początek miałby dopiero w Betlejem, to znaczyłoby, że Bóg Go nie miłował – dopóki Chrystus nie został zrodzony w Betlejem. Nie oddał także swego Syna, posyłając Go na ziemię.

Po prostu STWORZYŁ CZŁOWIEKA – „DRUGIEGO ADAMA”, który w przeciwieństwie do „Pierwszego Adama” wygrał z grzechem. Bóg poświęcił, posłał i oddał tylko ludzkie istnienie, które stworzył, albo zrodził (zależy jak definiujemy słowa – my także się rodzimy i także dzięki Bogu, tyle że poprzez ingerencję mężczyzny – por. 1 Samuela 1:11, 19-20)) w Judei 2000 lat temu.

Jak mamy mierzyć, pojąć i docenić Bożą miłość wynikającą z faktu  poświęcenia i oddania Jego Syna, skoro On rzekomo miałby dopiero pojawić się na arenie dziejów 2000 lat temu?

Doprawdy, trzeba być co najmniej szalonym lub mieć krnąbrne serce, aby tak twierdzić…

Pismo kładzie OGROMNY nacisk na Bożą miłość i poświęcenie w darze Chrystusa, a gdyby Bóg nie dał Swego Jednorodzonego Syna, który przebywał u Jego boku od prawieków – to właściwie nie byłoby to więcej niż miłość okazana, kiedy posłany Jan Chrzciciel, albo Piotr oddali swoje życie! No bo cóż z tego, że Chrystus, jako narodzony bez ingerencji mężczyzny, a mocą ducha Bożego, nie zasługiwał na śmierć? Owszem nadal stanowiłoby to niesprawiedliwość ze strony ludzi, jak i dar (przyzwolenie) ze strony Boga – wyciągnięcie ręki w stronę grzesznych ludzi.

Ale byłoby to TYLKO TYLE w aspekcie BOŻEJ MIŁOŚCI i POŚWIĘCENIA, zarówno Boga, jak i Jego Syna.

Wszystko co byłoby widać, to fakt, że Bóg „wyprodukował” człowieka, a potem pozwolił, aby Ten zginął po to, aby pokazać, że mnie kocha. Byłoby to po prostu ofiarowanie ludzkiego istnienia z którym Bóg nie miał kompletnie żadnego związku, jak jedynie to, które powołał w Betlejem metodą „in vitro”, zamiast w tradycyjny sposób poprzez mężczyznę i jego nasienie.

Lecz prawda jest taka że Bóg JUŻ MIAŁ Syna, którego bardzo miłował i Ten Syn nie był zrodzony po to, aby umrzeć. Miał On wartość w Bożych oczach, która rozciągała się od wieków na wieczne wieki. Była to wartość i miłość ulokowana w Jego Pierworodnym, Jednorodzonym, ukochanym Synu, który był znany i kochany od wieczności, choć przed ludźmi do pewnego czasu ukryty wraz z planem zbawienia przygotowanym wszystkim narodom, a nie tylko Hebrajczykom.

Tajemnicę, zakrytą od wieków i od pokoleń, a teraz objawioną świętym jego. (27) Im to chciał Bóg dać poznać, jak wielkie jest między poganami bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały. (28) Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie” (Kolosan 1:26-28).

Był to Syn, z  którym Wszechmocny Bóg miał osobistą i intymną więź. Syn przez którego Bóg wszystko realizował zgodnie ze Swoją wolą i zamierzeniem. I to była właśnie umiłowana Osoba, którą Ojciec oddał, aby zbawić rodzaj ludzki.

„Kto wstąpił na niebiosa i zstąpił? Kto zebrał wiatr w swoje dłonie? Kto owinął wody płaszczem? Kto stworzył wszystkie krańce ziemi? Jakie jest jego imię? Jakie jest imię jego syna? Czy wiesz? (Przysłów 30:4).

Wówczas dopiero widzimy objawioną Bożą miłość – miłość, która jest mierzona proporcjonalnie do wartości danego daru i tylko ta prawda, o tym że Jehoszua jest Jedynym osobistym Synem Boga od wieczności – emanuje prawdą o Bożej miłości, poświęceniu i wartości daru który dał. Spójrzmy zatem teraz na ogromne poświęcenie.

POŚWIĘCENIE!!!

Walcząc o Swoją własną sprawiedliwość, jak i możliwość usprawiedliwienia pokutujących (wierzących i posłusznych) grzeszników i ostateczne uwolnienie wszechświata od wszelkiego zła, Najwyższy i Jego Jednorodzony Syn podjęli NAJWIĘKSZE OSOBISTE RYZYKO i ponieśli najwyższy koszt podjętej walki.

Tego wymagała Boża sprawiedliwość.

Bo wszak to Najwyższy i Jego Syn stworzyli wszystko, cokolwiek istnieje (Kolosan 1:15-16, Hebrajczyków 1, 1 Koryntian 8:6, Jana 1:1-3, 10, 1 Mojżesza 1:26) i to w Bożych niebiosach zbuntowany anioł począł i porodził zło (Jana 8:44), które potem zagnieździło się na ziemi.

A choć walka ta od tysiącleci toczy się i zakończy na naszej planecie, choć w walce tej mają udział wszyscy ludzie, to w rzeczywistości jest to także bój pomiędzy Bogiem i Jego Synem, a szatanem.

Toteż jest czymś oczywistym, że w najważniejszych momentach do boju przystępują osobiście – tak się stało przede wszystkim, kiedy Słowo – Syn Najwyższego („Bóg Mocny” Izajasza 9:5, por. Ozeasza 1:7), zstąpił z Nieba na Ziemię, stając się Człowiekiem, jak my – wyzbywając się swej chwały, mocy i duchowej natury (postaci):

„Który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem” (Filipian 2:6-7).

„Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, (15) i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli (17) Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem dla przebłagania go za grzechy ludu (Hebrajczyków 2:14-15).

Diabeł został obnażony i osądzony, doprowadzając do śmierci „Świętego” Bożego. Pełen gniewu oczekuje jedynie na wyrok, póki co wciąż prowadząc swą przewrotną działalność na ziemi pośród tych, którzy „nie przyjęli miłości prawdy, która mogła ich zbawić”.

A czy zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby Jehoszua Chrystus – nieustannie osaczany, prowokowany i dręczony – zachwiał się w swej wierności i w czymkolwiek zawinił?

Pierwszym skojarzeniem jest myśl, że nie mielibyśmy Zbawcy i bylibyśmy na wieki zgubieni!

I to jest prawda.

Ale to nie wszystko – bo nie chodzi tylko o nas!

Należy pamiętać, że gdyby Syn Boży, jako Syn Człowieczy, popełnił grzech – zginąłby na wieki, bo przecież uniwersalna zasada Bożej sprawiedliwości stanowi, że „zapłatą za grzech jest śmierć…” (Rzymian 6:23). „Drugi Adam” zginąłby tak jak „pierwszy Adam”.

Z niebezpieczeństwa tego zdawał sobie sprawę i Bóg Ojciec i Syn Boży, i… szatan.

Dlatego w liście do Hebrajczyków czytamy o Jehoszua, że „za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do Tego, który go mógł wybawić od śmierci, i dla bogobojności został wysłuchany (5:7).

Tu nie chodziło – jak niektórzy rozumują – o jednorazową prośbę Jehoszua o uwolnienie od ukrzyżowania (Łukasza 22:39-44) – zresztą ta prośba nie została spełniona!

Słowa te opisują pełne trudu i samozaparcia, kolejne „dni Jego życia w ciele” i ciemne noce, które spędzał na modlitwie (Łukasza 6:12), by z nowymi siłami wyjść do oczekujących tłumów…

A potem nadszedł ten dzień, gdy zawieszono Go między niebem a ziemią i musiał znosić wszystko, co zgotował Mu szatan i jego ludzkie narzędzia! – A na wszystkie te trudy i udręki, na wszystkie prowokacje i szyderstwa, a w końcu na przeogromny ból i mękę konania patrzył Ojciec…

Miłość Boża jest tak wielka, iż nie jesteśmy w stanie ani jej ogarnąć – a kto ogarnie ból Ojca, który to wszystko przeżywał wraz ze Swoim Pierworodnym, Jednorodzonym Synem?!…

To wszystko jest świadectwem poświęcenia, wielkości oraz miłości i sprawiedliwości Tego, „który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał…” (Rzymian 8:31-32).

I to w tym kontekście należy odczytywać najkosztowniejsze wersety Pisma, mówiące o Bożej i Chrystusowej miłości i poświęceniu dla nas:

– Jana 3:16,

– Jana 10:17-18,

– 1 Jana 4:8-10.

Ze względu na powyższe, z ogromną przykrością i stanowczym wewnętrznym sprzeciwem słucham wywodów ludzi, którzy zaprzeczają preegzystencji Jehoszua Chrystusa i kwestionują Jego przedwieczne Boskie Synostwo! Bo niezależnie od tego, czy sobie to uświadamiają, czy nie, ludzie tacy w rzeczywistości zaprzeczają jednej z podstawowych prawd Słowa Bożego, która głosi, że „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jana 3:16)!

Dla takich ludzi Najwyższy wyraźnie nie jest Ojcem, który osobiście i bezpośrednio zaangażował się w los swych dzieci i dla ich dobra poświęcił wszystko, wystawiając Siebie samego na ból i udrękę, a własnego Syna na poniewierkę, cierpienie i haniebną śmierć!

Lecz jest istotą, która – jak konstruktor swoje roboty – dla realizacji wytyczonych celów wykorzystuje stworzonych przez siebie ludzi, a sam trzyma się na uboczu w bezpiecznym zaciszu…

Nie takim jest mój, nasz Bracia i Siostry – Niebiański Ojciec!

Nie takim…

Czy ktoś, kto ma choć trochę rozumu (wiary), wrażliwości i choć trochę szczerego, ufnego serca – może myśleć, że Syn Boży zaistniał dopiero w Betlejem?

Czy osoba, która tak twierdzi choć trochę pojęła, poznała – poczuła – OGROM miłości i poświęcenia Boga Ojca i Jego Syna w stosunku do nas?

Nie sądzę…

Jak mogłaby, skoro trwa w uporze i nie wierzy Bogu w Jego świadectwo o Jednorodzonym Synu zrodzonym przed wiekami?

„Kto tedy wyzna, iż Jezus jest Synem Bożym, w tym mieszka Bóg, a on w Bogu. (16) A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim. (17) W tym miłość do nas doszła do doskonałości, że możemy mieć niezachwianą ufność w dzień sądu (1 Jana 4:15-17, por. Jana 10:17-18).

„Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali” (2 Koryntian 8:9, por. Filipian 2:6-8, Tytusa 2:11-14).

„Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się NAUKI CHRYSTUSOWEJ, NIE MA BOGA. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna” (2 Jana 1:9).

W dwunastym rozdziale Apokalipsy, przedstawiona została koszmarna scena, w której „ogromny rudy smok, mający siedem głów i dziesięć rogów”, czyha na mające się urodzić dziecko, aby je pożreć (w. 1-4). Jest to symboliczne przedstawienie czasu i okoliczności narodzin i dzieciństwa Chrystusa, którego diabeł od początku chciał zniszczyć. Stało się jednak odwrotnie: to Syn Boga, jako „Syn Człowieczy” pokonał diabła, a zrzucony z Niebios na Ziemię rozwścieczony wróg, całą swą nienawiść skierował przeciwko tym, którzy przyjmują Ewangelie Zbawienia, świadectwo Boże o Jego Synu i Ich dziele i żyją zgodnie z nauką i przykazaniami Syna, nabierając Jego wiary.

Cały swój spryt diabeł skierował na sfałszowanie Ewangelii Łaski!

„Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo (Syn) Boże” (1 Piotra 4:11).

Pierwsza próba zniekształcenia Ewangelii miała miejsce już w dniach Apostołów, za sprawą tzw. judaizujących chrześcijan. Z listu do Galacjan dowiadujemy się, że do zborów galackich „wdarli się” (Galacjan 2:3-5) fałszywi nauczyciele i tam zaczęli szerzyć poglądy, w myśl których każdy poganin zanim stanie się chrześcijaninem, powinien stać się najpierw Żydem, na przykład powinien przyjąć obrzezkę, a także przestrzegać dni (sabat), świąt, przepisów zakonu (Galacjan 4:9-11).

Co gorsza, niektórzy z tych nauczycieli posuwali się nawet do tego, że zalecali wierzącym w Chrystusa „usprawiedliwienie przez zakon” (Galacjan 5:4).

Nic dziwnego, że tolerancyjny skądinąd Paweł (Rzymian 14:1-23), wystąpił tak zdecydowanie przeciwko tym nauczycielom i potraktował ich tak surowo (Galacjan 2:5, por. Dzieje 15:1-2), zaś ich zwolenników stanowczo przestrzegł przed tragicznymi skutkami takiej postawy – „Boję się, że może nadaremno mozoliłem się nad wami!” (Galacjan 4:11), „Odłączyliście się od Chrystusa wy, którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście z łaski!” (Galacjan 5:4).

Takie są fakty – jeżeli ktoś, mimo doskonałej ofiary Jehoszua (Hebrajczyków 10:1-18), nie chce oddać Jemu Swego życia i słuchać Jego przykazań, lecz zawraca do Mojżesza i chce nadal wpatrywać się w starotestamentowy – wypełniony przez Chrystusa zakon – ten pozbawia się Chrystusa, pozbawia się Łaski, a jego postępowanie znieważa jednorazową, doskonałą Ofiarę Zbawiciela, jak i przestępuje przykazanie Boże o Jedynym Panu, którego należy słuchać.

„Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. (23) Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom” (1 Samuela 15:22-23).

„Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym” (Jana 12:48).

„Kto mnie nie miłuje, ten słów moich nie przestrzega, a przecież słowo, które słyszycie, nie jest moim słowem, lecz Ojca, który mnie posłał” (Jana 14:24).

Tamto pierwsze historyczne zafałszowanie Ewangelii, współcześnie ma swoją kontynuację w wielu kręgach tzw. „chrześcijańskich” i przejawia się w ­­­różnorakich wierzeniach i praktykach religijnych.

Kolejne próby zniekształcenia Ewangelii (było wiele i nie sposób ich wymienić), powodowały obecne w ówczesnym chrześcijaństwie idee hellenistyczne, które znalazły wyraz w „chrześcijańskiej” gnozie, mającej wiele twarzy.

Autorzy ksiąg nowotestamentowych krytykują nauki, które gnostycy rozpowszechniali w pierwotnym Kościele. Zwłaszcza doketyzm, według którego Jehoszua i Chrystus – to dwie różne osoby! I kiedy apostoł Jan krytykuje ludzi, którzy „nie wyznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele” (1 Jana 4:2-3) i nie wierzą, że „Jezus jest Chrystusem” (1 Jana 5:1) – wyraźnie nawiązuje do błędnych nauk „chrześcijańskiej” gnozy.

Zatrzymajmy się na chwilę przy doktrynie doketyzmu, która twierdziła, że Jehoszua Chrystus, gdy żył na ziemi składał się z dwóch istot (dwóch natur). Jej zwolennicy twierdzą, ze Jehoszua był śmiertelnym człowiekiem – Żydem z pokolenia Judy – natomiast Chrystus był bytem duchowym, który połączył się z Jehoszua przy poczęciu (niektórzy utrzymywali, ze stało się w chwili chrztu w Jordanie), a oddzielił się od Jehoszua przed ukrzyżowaniem, dlatego tylko Jehoszua człowiek umarł.

Pogląd taki zrodziło pogańskie i hellenistyczne, radykalne podejście do podziału na to, co duchowe, i na to, co materialne (dualizm).

Nie mogli oni sobie wyobrazić Syna Boga, który staje się materialnym człowiekiem (o naturze ludzkiej) i umiera! (Dzisiaj nie mogą sobie tego wyobrazić choćby osoby niewierzące w Jego preegzystencję – ich rozum jest wyznacznikiem ich wiary, a nie zaufanie, poleganie na słowach Pana).

Tamte kolejne historyczne próby zafałszowania Ewangelii, mają współcześnie swoją kontynuację i to w największym stopniu, gdyż chociażby każdy wyznawca trójcy i trójjedynego boga, czyni z Chrystusa osobę w której ZAMIESZKIWAŁY DWIE NATURY (kiedyś nazywano je wprost – osobami) – boska i ludzka, uczą, że doszło do WCIELENIA SIĘ, przeniknięcia ciała przez boskość.

BOSKOŚĆ (nie mylić natury boskiej z przymiotami boskimi) ZAŚ NIE MORZE UMRZEĆ – a więc nie ma śmierci, nie ma zapłaty za grzech i nie ma zmartwychwstania, gdyż zmartwychwstać może jedynie to co umarło, „a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach (1 Koryntian 15:17).

Wówczas nie można także mówić o „DRUGIM ADAMIE”, ponieważ Chrystus w takim przypadku znacznie przewyższałby możliwościami pierwszego Adama (i każdego z nas) – nie można mówić o sprawiedliwości Bożej – cały PLAN ZBAWIENIA upada, jak domek z kart. Dlatego czytamy:

„Bo wyszło na świat wielu zwodzicieli, którzy nie chcą uznać, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele. Taki jest zwodzicielem i antychrystem. Miejcie się na baczności, abyście nie utracili tego, nad czym pracowaliśmy, lecz abyście pełną zapłatę otrzymali. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. Jeśli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach” (2 Jana 7-11).

Surowe słowa apostoła Jana są w pełni uzasadnione, jako że doketyzm, tak jak i dzisiejsze fałszywe dogmaty o trójjedynym bożku, bezpośrednio i brutalnie atakują zasadę zbawienia, jakie Najwyższy przygotował i jakiego dokonał w Chrystusie!

Zaprzeczając, że Syn Boży przyszedł na ziemię w ludzkim ciele, diabeł chciał ukryć fakt, że „drugi Adam” poprzez Swe bezgrzeszne życie, „zwyciężył grzech w ciele” (Rzymian 8:3), czyli dowiódł, że za grzech popełniony w ogrodzie Eden, odpowiedzialni byli ludzie – zaś Najwyższy był i jest doskonale sprawiedliwy (Rzymian 3:26) i nie popełnił błędu podczas Stwarzania.

Zwolennicy doketyzmu nie mogli więc przyjąć prawdy o tym, że On poprzez własną śmierć zgładził grzechy wszystkich, którzy w Niego wierzą! I dlatego postawili siebie poza zbawieniem w Nim.

Kolejnym tragicznym zniekształceniem Ewangelii są – odnotowane w historii chrześcijaństwa i obecne również współcześnie – poglądy, że Jehoszua był po prostu Żydem z pokolenia Judy (na przykład tzw. Adopcjanizm), którego ze względu na Jego wierność, Pan Bóg uczynił Mesjaszem.

Ta, odzierająca Syna Bożego z Jego godności, dokonań i chwały idea, w wielu kręgach jest obecna po dziś dzień i nie ma nawet sensu jej poruszać, gdyż czyni z Chrystusa grzesznego człowieka (jako potomka Adama, zrodzonego z nasienia mężczyzny) i całkowicie przekreśla idee odkupienia nas z grzechów – lecz jedną z gałęzi, która wyrosła na bazie tej nauki – jest twierdzenie, że Jehoszua, co prawda został poczęty w sposób nadprzyrodzony (bez udziału mężczyzny), ale w żadnym wypadku nie istniał u boku Ojca zanim narodził się w Betlejem.

Te idee są czymś katastrofalnym i zgubnym dla wiary chrześcijańskiej. Jest w nich obecne niemal wszystko – najpierw zaprzeczenie preegzystencji Syna Bożego i Jego wcześniejszej Boskiej naturze, zaprzeczanie, że wraz z Ojcem stwarzał wszystko, cokolwiek istnieje, że w Starym Przymierzu prowadził naród Izraelski, podważanie Bożej miłości i poświęcenia Ojca i Syna, czynienie z Boga (i Jego Słowa) kłamcy, itd., itd.

Co znamienne, autorzy niektórych tekstów, szerzących tę ideę, odzywają się o Synu Bożym z tak wyraźnym lekceważeniem, że aż ocierają się o pogardę. Dążąc, jak deklarują, do uwielbienia Boga Ojca, zarzucają innym chrześcijanom, że oddają cześć i chwałę Synowi Bożemu, że modlą się do Niego, a nawet że wierzą, iż On po Swym zmartwychwstaniu jest w jakikolwiek sposób czynny w dziele zbawienia świata i obecny w naszym życiu. To wszystko według nich są niedopuszczalne nadużycia, bo po Swoim wniebowstąpieniu On po prostu – tu wskazują werset Hebrajczyków 10:13 – usiadł po prawicy Ojca i tam oczekuje na ostateczne rozstrzygnięcia! Tylko tyle: usiadł i… siedzi.

Jak można wierzyć w takie rzeczy?

No cóż, jak czytamy „wiara nie jest rzeczą wszystkich” (2 Tesaloniczan 3:2), a poddany manipulacji człowiek, jest w stanie uwierzyć we wszystko. Tutaj manipulacja polega przede wszystkim na tym, że zwolennicy tej tragicznej idei, reinterpretują słowa i wersety Pisma – to znaczy nadają im zupełnie nowy sens i znaczenie.

I jeśli na przykład w ewangelii Jana 6:38 Pan Jehoszua mówi:

„Zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełniać wolę swoją, ale wolę Tego, który mnie posłał”, to według nich w słowach tych Chrystus wcale nie stwierdza, że istotnie zstąpił z nieba, lecz, że Jego służba była aprobowana przez Niebo.

Gdy w Jana 1:10 czytamy:

„Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał”, to znów słyszymy, że te słowa wcale nie znaczą, iż Jehoszua z woli i mocy Boga Ojca stworzył świat, lecz mają inny sens…

A jeśli w Kolosan 1:15-19 czytamy:

„On jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia. Ponieważ w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na nim jest ugruntowane. On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy” – to dla nich nie jest to argument, że Syn Boży wraz z Ojcem stwarzał wszystko, co istnieje, bo wedle nich zwrot „przez niego” należy również rozumieć „dla niego”, czyli: „wszystko dla niego i dla niego zostało stworzone”.

Także na przykład werset Jana 5:23 – „Aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca. Kto nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który go posłał”, wcale nie oznacza tego, co oznacza. Po prostu, trzeba to rozumieć inaczej!

Szybciutko uciekają najczęściej do Starego Testamentu, starając się odwrócić uwagę od jasnych i prostych deklaracji samego Syna – zarzucają sobie zasłonę i chcą zarzucić ją innym, aby ich niewierne sumienia były spokojniejsze…

Ludzie zaprzeczający preegzystencji Jehoszua, faktycznie chyba sami musieliby, na własny użytek, od nowa napisać Pismo Święte. Oczywiście byłoby to już tylko „pismo święte”, a nie autentyczna Boża Księga, jako że musieliby wykreślić wiele wersetów i całych fragmentów, a wiele dalszych zasadniczo przeredagować, by zgadzały się z ich specyficzną, filozoficzno-rozumową teologią.

Lecz oni się tym nie przejmują – diabeł posiał na podatnym gruncie, na którym wiarygodność i rzetelność nieskażonego Słowa Bożego zachowanego do dziś, jak i proste, wyraźne słowa Pana tam zachowane – nie są wysoko cenione.

Nie jest to nic nowego. W historii chrześcijaństwa było i dziś jest wielu ludzi, którzy wymyślili i stosowali swoiste „metody badacze” Pisma, w oparciu o które dochodzili do przeróżnych „odkryć” i zaskakujących wniosków. Gdyby spojrzeć jak najdalej wstecz – to poznamy niejakiego Marcjona, który działał już w połowie drugiego wieku w Rzymie. Doszedł on do wniosku, że ST i NT nie mogą pochodzić od tego samego Boga. Ponadto spośród wszystkich Ewangelii uznał tylko jedną, Ewangelię Łukasza, którego uważał za ucznia apostoła Pawła. Nie istniały natomiast dla niego: Objawienie Jana, Dzieje Apostolskie, Listy Piotra, Jana, Jakuba, Judy i trzy pozostałe Ewangelie. Nie dość na tym. Z powodu żywionej przez niego wrogości do Żydów, Marcjon bezlitośnie wyrzucał z istniejących pism to wszystko, co miało zabarwienie judaistyczne. Kiedy pytano go, na podstawie czego, czym może usprawiedliwić przeprowadzenie tego rodzaju surowej „reformacji”, odpowiadał:

„Określają to moja wiara, moje uczucie i mój gust. To wszystko jest darem od Boga i dlatego stanowi dla mnie wystarczające kryterium (Guenter Wagener, „6000 lat i jedna Księga” s. 129.130).

Inni gnostycy (na przykład frakcja – Walentynianie) znaleźli powody, by odrzucić trzy spośród czterech Ewangelii, przyjmowali jedynie ewangelię Jana.

Podobnie jest i dziś… brutalnie reinterpretuje się prosty przekaz Słowa, próbując wmówić sobie i nam, że „białe jest czarne” lub też dowolnie odrzuca się rozmaite księgi Słowa Bożego!

Taka postawa i działalność ma zgubne skutki dla takich osób oraz dla ludzi, którzy ich słuchają, jako że wszczepia wątpliwości prowadzące do lekceważenia i „wyginania” Pisma Świętego! Mówiąc wprost, jest to podstępne burzenie fundamentów wiary!

Ale to właśnie na tym szatanowi zależy najbardziej: zniszczyć fundament Słowa! Pomieszać, zagmatwać!

Przeciwnik Boga i wszelkiej prawdy od początku dobrze wie, że posianie wątpliwości do Słowa Bożego, owocuje dezorientacją, zagubieniem i w konsekwencji duchową klęską. Z wiedzy tej szatan korzysta bezwzględnie od samego początku – od tragicznych wydarzeń w ogrodzie Eden, gdzie po raz pierwszy odważył się zakwestionować prawdziwość Słowa! To czynił przez wszystkie wieki (pomijając brutalne próby całkowitego zniszczenia Słowa), a dziś, gdy pozostało mu już niewiele czasu (Objawienie 12:12), czyni to ze wzmożoną siłą.

Oszukanym – tym, którzy uwierzyli innym ludziom, zamiast uwierzyć Synowi w to co mówił o swoim wcześniejszym istnieniu u boku Ojca, należy współczuć, ale i wystrzegać się jadu ich kłamstw, podobnie jak należy nie mieć żadnej społeczności z gorliwymi czcicielami demonów – wyznawcami boga trójjedynego, dopóki się nie upamiętają, abyśmy czasami sami nie byli kuszeni ich diabelską filozofią – „proszę was, bracia, abyście się strzegli tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście; unikajcie ich. (18) Tacy bowiem nie służą Panu naszemu, Chrystusowi, ale własnemu brzuchowi, i przez piękne a pochlebne słowa zwodzą serca prostaczków. (19) Albowiem posłuszeństwo wasze znane jest wszystkim; dlatego raduję się z was i chcę, abyście byli mądrzy w tym, co dobre, a czyści wobec zła. (20) A Bóg pokoju rychło zetrze szatana pod stopami waszymi (Rzymian 16:17-20).

A dla nich (zwodzonych i zwodzicieli) samych najlepszym ratunkiem mogą być jednoznaczne, stanowcze słowa Pisma.

Ten jest antychrystem, kto podaje w wątpliwość Ojca i Syna. (23) Każdy, kto podaje w wątpliwość Syna, nie ma i Ojca. Kto wyznaje Syna, ma i Ojca” (1 Jana 2:22-23).

„Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca i Syna” (2 Jana 9).

Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty!” (Galacjan 1:6-9).

WIARA.

Śmierć jedynego sprawiedliwego, jako okup za grzesznych ludzi, doprowadziła do osądzenia i zniszczenia diabła, który dotąd karmił się śmiercią ludzi, stanowiącą dowód jego przewrotnych dokonań, jak i brak szansy na „lepsze jutro” dla ludzi. Panoszenie się szatana nagle zostało ucięte, dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Sprawiedliwość Boża została udowodniona, natomiast zasada sprawiedliwości, stanowiąca o tym, że „karą za grzech jest śmierć” znalazła wypełnienie w śmierci Chrystusa – ludziom natomiast, wszystkim bez wyjątku ogłoszono dostęp do ŁASKI. Syn Boga Jedynego, kiedy STAŁ SIĘ „Synem Człowieczym” otworzył Drogę, na którą może wejść każdy z każdego wieku i pokolenia – dopóki nie przeminie wciąż obecnie trwający okres łaski – WIEK EWANGELII i nie nastanie koniec, zniszczenie tego świata, szatana i ludzi, którzy na tą Drogę nie weszli lub z Niej zboczyli.

Wejść na tę Drogę Życia Wiecznego można jedynie spełniając dwa jasne WARUNKI, jakie postawił Bóg w Swym Słowie.

1. Podstawowy warunek, to uwierzyć w Syna Bożego.

2. Udowodnić tą wiarę w życiu – uczynić Syna Bożego swym Panem i być posłusznym wyłącznie Jego nauce i przykazaniom.

Uściślijmy co oznacza uwierzyć w Syna Bożego.

Wierzyć w Jehoszua i w Jego imię, znaczy przede wszystkim przyjąć:

NAJWIĘKSZE BOŻE PRZYKAZANIE:

„A to jest przykazanie jego, abyśmy wierzyli w imię Syna jego, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał. (24) A kto przestrzega przykazań jego, mieszka w Bogu, a Bóg w nim, i po tym Duchu, którego nam dał, poznajemy, że w nas mieszka” (1 Jana 3:23-24).

ŚWIADECTWO O NIM:

„A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie ten, który wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? (9) Jeżeli świadectwo ludzkie przyjmujemy, to tym bardziej świadectwo Boże, które jest wiarogodniejsze; a to jest świadectwo Boga, że złożył świadectwo o swoim Synu. (10) Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. (11) A takie jest to świadectwo. że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. (12) Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. (13) To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny” (1 Jana 5:5-13).

ŚWIADECTWO O JEGO DZIELE, jako „Syna Człowieczego”, „który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego. Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, (2) dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej” (Rzymian 4:25–5:1-2, por. 1 Koryntian 15:1-4, Hebrajczyków 2:17-18).

WIERZYĆ SYNOWI, niczym ufne, małe dziecko W TO  CO MÓWIŁ:

„Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży” (Jana 3:36 BT).

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, co wiemy (Ojciec i Syn), to mówimy (Ojciec i Syn), i co widzieliśmy (Ojciec i Syn), o tym świadczymy (Ojciec i Syn), ale świadectwa naszego nie przyjmujecie. (12) Jeśli nie wierzycie, gdy wam mówiłem o ziemskich sprawach, jakże uwierzycie, gdy wam będę mówił o niebieskich? (13) A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy” (Jana 3:11-13).

„A sam Ojciec, który mnie posłał, wydał o mnie świadectwo. Ani głosu jego nigdy nie słyszeliście, ani postaci jego nie widzieliście, (38) ani słowa jego nie zachowaliście w sobie, ponieważ nie wierzycie temu, którego On posłał (Jana 5:37-38).

„Jeśli mówię prawdę, dlaczego nie wierzycie mi? (47) Kto z Boga jest, słów Bożych słucha; wy dlatego nie słuchacie, bo z Boga nie jesteście” (Jana 8:46-47).

NABRAĆ WIARY na wzór JEGO WIARY:

„Wiem, gdzie mieszkasz: tam, gdzie jest tron szatana, a trzymasz się mego imienia i wiary mojej się nie zaparłeś (Objawienie 2:13).

„Tu się okaże wytrwanie świętych, którzy przestrzegają przykazań Bożych (1 Jana 3:23-24) i wiary Jezusa (Objawienie 14:12).

„Wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek” (Galacjan 2:16).

To, że nie spełniają tego pierwszego podstawowego warunku, czyli nie mają WIARY usprawiedliwiającej z grzechów – choćby wyznawcy boga trójjedynego, czy anioła Michała (ŚJ) to jest oczywiste, ale należy sobie zdać sprawę, że identycznie ma się sprawa z tymi, którzy nauczają ODSTĘPSTWA OD WIARY JEHOSZUA, przez poddawanie w wątpliwość odwiecznego Syna Bożego.

„A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy… Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię JEDNORODZONEGO Syna Bożego. (19) A na tym polega sąd…” (Jana 3:14, 18-19).

„Ten jest antychrystem, kto podaje w wątpliwość Ojca i Syna. (23) Każdy, kto podaje w wątpliwość Syna, nie ma i Ojca. Kto wyznaje Syna, ma i Ojca” (1 Jana 2:22-23).

Z powodu BRAKU WIARY i inspiracji diabła, jego słudzy poprzez filozoficzno-reinterpretacyjne zabiegi z Pismem, próbują także innych odciągnąć od wiary w Jedynego Prawdziwego Syna Bożego, który DOSŁOWNIE z Nieba zstąpił, kiedy będąc posłany przez Ojca, STAŁ SIĘ Synem Człowieczym.

Próbują zaszczepić „innego Jezusa” i w ten sposób sprowadzić nie tylko na siebie samych, ale i na tych, którzy im ulegną – sąd i potępienia.

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy. (15) Jan świadczył o nim i głośno wołał: Ten to był, o którym powiedziałem: Ten, który za mną idzie, był przede mną, bo pierwej był niż ja (18) Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię JEDNORODZONEGO Syna Bożego (Jana 1:1-12, 14-15, 18).

To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał… Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba (36) Lecz powiedziałem wam: Nie wierzycie, chociaż widzieliście mnie. (37) Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz; (38) zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełniać wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał. (40) A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym” (Jana 6:29-40).

„…o ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski! (30) Znamy przecież tego, który powiedział: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę; oraz: Pan sądzić będzie lud swój. (31) Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego” (Hebrajczyków 10:29-31).

JEDNORODZONY SYN BOŻY.

Całe Pismo składa świadectwo o Jednorodzonym, Pierworodnym Synu Boga Jedynego, który w wyznaczonym czasie STAŁ SIĘ (ZOSTAŁ UCZYNIONYM) Synem Człowieczym – Chrystusem.

A czy dla osób, które biorą Go wyłącznie za człowieka, który rozpoczął swój żywot w Betlejem dopiero 2000 lat temu – Jehoszua może takim Synem być?

W żadnym wypadku nie może być JEDNORODZONYM (JEDYNYM), jak i PIERWORODNYM (pierwszym we wszystkim) Synem Bożym – ponieważ miał poprzednika, jakim był Adam.

Chyba każdy się zgodzi, że „JEDNORODZONY” oznacza „JEDYNY, KTÓRY ZOSTAŁ ZRODZONY”. Chrystus zaś, jako „Syn Człowieczy” jest nazwany „DRUGIM ADAMEM”, prawda?

Jeśli zatem ktoś twierdzi, że Jehoszua został powołany do życia przez Boga OSOBIŚCIE dopiero w Betlejem – to KTO POWOŁAŁ OSOBIŚCIE DO ŻYCIA ADAMA?

Czyim synem był pierwszy Adam? – „Adama, który był Boży (Łukasza 3:38).

Jeśli zatem według ludzi niewierzących Synowi, to Bóg Ojciec OSOBIŚCIE dał Adamowi życie, to tytuł PIERWORODNEGO (termin ten zawsze w Piśmie odnosi się do tego, który był pierwszy w aspekcie czasowym) należy do PIERWSZEGO Adama, a tytuł jednorodzonego syna nie powinien mieć w ogóle racji bytu – gdyż mamy „DWÓCH ADAMÓW”?! (uczynionych osobiście przez Boga).

Oczywiście, że tak, toteż ludzie niewierzący muszą uciekać w filozofię i tak na przykład twierdzą, że istnieje różnica między pierwszym Adamem, a Drugim Adamem, gdyż ten pierwszy został na ziemi stworzony, a ten Drugi został na ziemi zrodzony.

Jednakże pomijając zbędne filozofowanie na temat różnic w słówkach – „stworzony”, a „zrodzony” wystarczy spojrzeć do Pisma i przeczytać o tym, że Chrystus w Betlejem został także STWORZONY:

„Teraz zaś mówi Pan, który mnie (Chrystusa) stworzył swoim sługą od poczęcia, aby nawrócić do niego Jakuba i zebrać dla niego Izraela, gdyż jestem uczczony w oczach Pana, a mój Bóg stał się moją mocą (8) Tak mówi Pan: W czasie łaski wysłuchałem cię i w dniu zbawienia pomogłem ci; stworzyłem cię (STAŁ SIĘ) i ustanowiłem cię pośrednikiem przymierza z ludem, abyś podźwignął kraj, porozdzielał spustoszoną własność dziedziczną, (9) abyś rzekł do więźniów: Wyjdźcie! A do tych, którzy siedzą w ciemności: Pokażcie się!” (Izajasza 49:5, 8-9).

„Toteż, przychodząc na świat, mówi: Nie chciałeś ofiar krwawych i darów, aleś ciało dla mnie przysposobił (Hebrajczyków 10:5).

Jak czytamy w NT – Chrystus STAŁ SIĘ człowiekiem.

Uczyniłeś go na krótko nieco mniejszym od aniołów, chwałą i dostojeństwem ukoronowałeś go…, który na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów, Jezusa, ukoronowanego chwałą i dostojeństwem za cierpienia śmierci, aby z łaski Bożej zakosztował śmierci za każdego” (Hebrajczyków 2:7-10).

„Który chociaż był w postaci (gr. „morphe”) Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, (7) lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się (gr. „ginomai”) podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem (8) uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” (Filipian 2:6-8).

Napisano, że po prostu „stał się” („ginomai”), podobnie jak pisze Jan:

„A Słowo ciałem się stało („ginomai”) i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jana 1:14).

Tak więc ucinając wszelkie filozoficzne spekulacje na ten temat, Jehoszua przychodząc na ziemię ani nie umarł, ani się nie wcielił – lecz po prostu stał się („ginomai”) – został PRZEMIENIONY, dobrowolnie pozbył się Swojej pozycji – duchowej natury, aby stać się („ginomai”) człowiekiem o ludzkiej naturze.

Można by porównać to wydarzenie do tego, co stanie się z nami, kiedy zostaniemy przemienieni na wzór Jehoszua – „jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Wiemy, że gdy się On ukaże, staniemy się („esomai”) do Niego podobni, ponieważ ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 Jana 3:2).

STANIEMY SIĘ do Niego podobni, wówczas kiedy powróci, kiedy „umarli wzbudzeni zostaną jako nie skażeni, a my zostaniemy przemienieni. (53) Albowiem to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone, a to, co śmiertelne, musi przyoblec się w nieśmiertelność (1 Koryntian 15:52-53).

Lecz to nadal będziemy my – z tym, że przemienieni.

W przypadku Syna Bożego stało się odwrotnie – to co nieśmiertelne stało się („ginomai”) śmiertelne – po prostu stał się…

Posłużę się jeszcze jednym przykładem z księgi Objawienia:

„I drugi anioł zatrąbił: i jakby wielka góra płonąca ogniem została w morze rzucona, a trzecia część morza stała się („ginomai”) krwią  (11) A imię gwiazdy zowie się Piołun. I trzecia część wód stała się („ginomai”) piołunem (4) A trzeci wylał swą czaszę na rzeki i źródła wód: i stały się („ginomai”) krwią” (Objawienie 8:8,11, 16:4 BT).

Ktoś lub coś staje się Kimś lub czymś, przemienia się – lecz nadal jest to Ten sam Ktoś lub coś, co pierwotnie, a jedynie traci swoje pierwotne właściwości, swój pierwszy stan.

Morze pozostało morzem – z tymże stało się morzem krwi. Utraciło swe pierwotne właściwości.

Syn Boży pozostał Synem Bożym – z tymże, „na krótką chwilę” stał się Człowiekiem o ludzkiej naturze. Utracił pierwotną, duchową naturę i jej właściwości.

Wracając do tematu o Jednorodzonym.

Zatem w Piśmie czytamy o każdym jednym człowieku – bez wyjątku – także o Chrystusie (jako synu człowieczym) – że ZOSTALI STWORZENI, a nie zrodzeni przez Boga (ludzie jedynie zostają zrodzeni przez Boga w sensie duchowym – „nowonarodzenie z wody i ducha”).

„Czy nie mamy wszyscy jednego ojca? Czy nie jeden Bóg nas stworzył? (15) Czy nie Jeden (Bóg) uczynił ją istotą z ciała i ducha?” (Malachiasza 2:10, por. Jana 8:41).

„Czyż ten, który mnie stworzył w łonie matki, nie stworzył i jego? I czyż nie On jeden ukształtował nas w łonie?” (Hioba 31:15).

Chrystus w momencie ziemskich narodzin został poczęty, jak każdy inny człowiek z tą różnicą, że bez ingerencji mężczyzny i jego nasienia, a bezpośrednio z woli i działania Boga. Czytamy o tym, że w Betlejem Jehoszua – STAŁ SIĘ, ZOSTAŁ UCZYNIONY, STWORZONY, tak jak Abraham:

„Wtedy Żydzi rzekli do niego: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? (58) Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, pierwej niż Abraham STAŁ SIĘ, Jam jest. (59) Wtedy porwali kamienie, aby rzucić na niego, lecz Jezus ukrył się i wyszedł ze świątyni” (Jana 8:57-59).

Między innymi w powyższej, Pan wypowiedzi pokazał wyraźnie, że nie tylko istniał „pierwej niż Abraham”, ale także, że Jego życie w przeciwieństwie do Abrahama, który „STAŁ SIĘ”, czyli został stworzony, powołany do życia w czasie i przestrzeni tego świata – Jego, czyli Syna Bożego życie rozpoczęło się zupełnie inaczej niż Abrahama (JAM JEST), nie było ograniczone ramami czasowymi tego świata i nie został stworzony, tak jak Abraham, istniał już wcześniej i został zrodzony, jako Jeden Jedyny osobiście przez Boga Ojca.

„Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Syn, który jest na łonie Ojca, objawił go” (Jana 1:18).

„Ale ty, Betlejemie Efrata, najmniejszy z okręgów judzkich, z ciebie mi wyjdzie ten, który będzie władcą Izraela. Początki jego od prawieku, od dni zamierzchłych (Micheasza 5:1).

Jedynie Syn – Słowo – został zrodzony jako pierwszy przez Boga OSOBIŚCIE (dlatego „monogenes” – JEDNORODZONY), „Ten, który z Boga został zrodzony” (1 Jana 5:18), a wszyscy i wszystko inne powstało przez pośrednika, jakim było Słowo (Syn).

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. (2) Ono było na początku u Boga. (3) Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało” (Jana 1:1-3).

„Wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez („dia”) którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy” (1 Koryntian 8:6).

Przyjrzyjmy się powyższemu tekstowi – Bóg jest Stwórcą i uczynił wszystko przez Swoje Słowo – Syna Pierworodnego. Ten sam sens, znaczenie „z/przez” odnajdujemy w tym samym liście apostoła Pawła:

„Albowiem jak kobieta jest z mężczyzny, tak też mężczyzna przez („dia”) kobietę” (1 Koryntian 11:12).

PRZEZ SYNA BOŻEGO ISTNIEJE TEN ŚWIAT (Kolosan 1:15-18, Jana 1:1-3, 17:5), a diabeł mówi, że On dopiero przyszedł na ten świat (został uczyniony) 2000 lat temu – kpi sobie z poświęcenia i miłosierdzia Bożego, z łaski i poświęcenia Jego Syna, czyni z Ojca i Syna kłamców, szepcząc do uszu ludzi kompletne brednie, które nie pozwalają nabrać wiary Jehoszua, przyjąć świadectwo Boże i ograbiają ich z życia wiecznego – choć mają i czytają Słowo Boże, które w całości świadczy o Synu Boga Jedynego…

„Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał. (11) Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli” (Jana 1:10).

Kto przychodzi z góry, jest ponad wszystkimi, kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i mówi rzeczy ziemskie; kto przychodzi z nieba, jest ponad wszystkimi, (32) świadczy o tym, co widział i słyszał, lecz nikt nie przyjmuje jego świadectwa. (33) Kto przyjął jego świadectwo, ten potwierdził, że Bóg mówi prawdę (Jana 3:31-33).

„Świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został – (3) co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna” (1 Jana 1:2-4).

Dla tych zaś, którzy nie wierzą w Jednorodzonego Syna, siłą rzeczy jest On jedynie Stworzeniem (Izajasza 49:5, 8-9), takim jakim był Adam, Mojżesz, czy Abraham (Jana 8:57-59), którzy STALI SIĘ.

„Słowo Pana o Izraelu. Mówi Pan, który rozpiął niebiosa, ugruntował ziemię i stworzył ducha człowieka w jego wnętrzu” (Zachariasza 12:1, por. Hioba 31:15, Psalm 139:13).

Jak zatem mogą w ogóle mówić o wierze w Jednorodzonego, Pierworodnego Syna Bożego?

Co oni czynią? Otóż „zwiastują innego Jezusa, którego myśmy nie zwiastowali…” (2 Koryntian 11:4).

Nie słyszą i nie rozumieją!

„Zaprawdę powiadam wam: Nie powstał z tych, którzy z niewiast się rodzą, większy od Jana Chrzciciela” (Mateusza 11:11).

Skoro Jehoszua od zawsze był tylko człowiekiem, którego żywot rozpoczął się, kiedy narodził się z niewiasty, a bezsprzecznie narodził się z niewiasty – to co znaczą Jego powyższe słowa? Jan według Jego własnych słów – był większy niż On?

A co oznaczają w takim przypadku poniższe słowa Jana Chrzciciela?

„Odpowiedział im Jan, mówiąc: Ja chrzczę wodą, ale pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie; (27) to Ten, który przyjdzie po mnie i któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka sandałów jego (Jana 1:26-27).

Może ktoś zacznie filozofować, że Chrystus był „namaszczony” – pełen ducha Bożego – i co z tego? Czy Jan Chrzciciel nie był?

„Nadasz mu imię Jan. (15) Będzie bowiem wielki przed Panem; i wina, i napoju mocnego pić nie będzie, a będzie napełniony duchem Świętym już w łonie matki swojej (Łukasza 1:13-15).

Wiele, wiele tym podobnych pytać można zadawać, ale po co?

Żeby usłyszeć filozofię? Niech idą swoją „drogą” i słuchają swoich opowieści dziwnej treści…

Wiara w Prawdziwego Syna Boga Jedynego ściśle wiąże się z sądem – życie lub śmierć.

Taka „wiara” w stworzonego (po prostu bez ingerencji mężczyzny) człowieka w Betlejem, a nie w ZRODZONEGO (jak mówi Pismo przed wiekami) Syna Boga Jedynego – to zwykły BRAK WIARY, wyrażający się w nie przyjęciu świadectwa, jakie Bóg wydał o Swoim Jednorodzonym Synu (1 Jana 5:11-12). To czynienie z Boga i Jego Syna – kłamców!

„Kto przychodzi z góry, jest ponad wszystkimi, kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i mówi rzeczy ziemskie; kto przychodzi z nieba, jest ponad wszystkimi, (32) świadczy o tym, co widział i słyszał, lecz nikt nie przyjmuje jego świadectwa. (33) Kto przyjął jego świadectwo, ten potwierdził, że Bóg mówi prawdę (Jana 3:31-33).

Nie przyjęcie tej Prawdy przez osobę, która twierdzi, że Bóg NIE MIAŁ SYNA zanim powołał do istnienia „Drugiego Adama” – ograbia ją z poznania miłosiernego Boga Ojca, ograbia z cudownej duchowej społeczności, z możliwości stania się dzieckiem Bożym, a finalnie z życia wiecznego.

Taka osoba ściąga na siebie sąd, tak jak niewierzący w Jednorodzonego Syna wyznawcy boga trójjedynego, jednego z aniołów, jednego z ludzi, itp., gdyż od uznania przyjęcia Prawdy o Synu zależy, czy z dziecka diabła staniemy się dziećmi Boga, które unikną sądu potępienia.

„Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat. (10) Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał. (11) Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli. (12) Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, (13) którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga. (14) A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy. (15) Jan świadczył o nim i głośno wołał: Ten to był, o którym powiedziałem: Ten, który za mną idzie, był przede mną, bo pierwej był niż ja (Jana 1:9-14).

Co to znaczy?

Jakiś filozof, który po prostu nie wierzy – powie, że w zamierzeniu Bożym był pierwej niż Jan.

Niech wówczas poda potwierdzenie swojej bajki w Piśmie, gdyż Słowo nie mówi nic o tym, że ktoś może być prędzej, a ktoś później w myślach i zamierzeniu Bożym. Wszystkie Swoje dzieci Bóg znał zanim świat powstał (Efezjan 1:4, 2 Tesaloniczan 2:13).

Co było pierwotną przyczyną grzechu Adama i upadku ludzkości?

Czyż nie BRAK WIARY i ZAUFANIA w to, co powiedział Bóg?

Na jakiej podstawie Bóg zbawiał i zbawia ludzi?

Na podstawie WIARY – Bóg WYMAGA, abyśmy UWIERZYLI MU W ŚWIADECTWO O JEGO SYNU, wyrażając to w posłuszeństwie Jego nauce i przykazaniom, jako Jedynemu Panu (Jana 6:29, 36-42). Tylko takie poznanie rodzi miłość i umożliwia społeczność z Bogiem i Jego Synem.

Zaś osoby poddające w wątpliwość odwieczne synostwo Jehoszua, często szczycą się swą wiarą w Jednego Boga – no brawo:

„Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą” (Jakuba 2:17).

Niejednokrotnie starają się pokazać bezmyślność i głupotę wyznawców boga trójjedynego, trójcy, w ogóle nie widząc swojej własnej „niewiary” – ślepy, ślepego chce prowadzić od „trójjedynego do betlejemowskiego”. Natomiast tylko ten, „kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy Bogu, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. (11) A takie jest to świadectwo. że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. (12) Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota” (1 Jana 5:5-13).

Uwierzyć, że cały wszechświat stał się na Słowo Stwórcy – nie ma problemu – ale uwierzyć w istniejącego u boku Ojca Syna, który stał się synem człowieczym – NIE – a przecież od tego właśnie zależy życie wieczne i przynależność do Boga lub diabła!

Cóż za paradoks!

„Dlaczego mowy mojej nie pojmujecie? Dlatego, że nie potraficie słuchać słowa mojego. (44) Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał, bo w nim nie ma prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. (45) Ponieważ ja mówię prawdę, nie wierzycie mi. (58) Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, pierwej niż Abraham STAŁ SIĘ, Jam jest” (Jana 8:43-45,58).

„Mówię to, co widziałem u Ojca” (Jana 8:38).

„Oznajmiłem wam wszystko, co słyszałem od mojego Ojca” (Jana 15:15).

„Cóż dopiero, gdy ujrzycie Syna Człowieczego, wstępującego tam, gdzie był pierwej?” (Jana 6:62).

A o tym, że Syn Boży, jako odwieczne Słowo, zrodzone przed wiekami – istniał u boku Boga Ojca, mamy wyraźne świadectwo, między innymi:

– samego Syna Bożego (Jana 3:12-13, 16, 18, 31-33, 6:38, 46-47, 61-62, 8:13-14, 23, 57-59, 16:27-28, 17:5,8, Mateusza 22:41-46, Łukasza 13:34, Psalm 16:8-10, Psalm 22)

– apostoła Pawła (Filipian 2:6-8, Kolosan 1:26-28, 1 Koryntian 10:1-4 BG),

– autora listu do Hebrajczyków (Hebrajczyków 1:2-3, 7-10, 2:14-17, 7:1-3),

– apostoła Jana (Jana 1:1-4,14,18, 1 Jana 1:2, Objawienie 1:12-17 por. Daniela 10:5-9),

– apostoła Piotra (1 Piotra 1:10-11),

– Jana chrzciciela (Jana 1:15, 30),

– Judy brata Jakuba (Judy 2-5),

– proroka Daniela (Daniela 10:5-9 por. Objawienie 1:12-17),

– króla Dawida (Psalm 110:1),

– króla Salomona (Przysłów, zwłaszcza 8),

– Agura (Przysłów 30:4),

– proroka Micheasza (Micheasza 5:1),

– proroka Zachariasza (Zachariasza 3:1-2, 12:10),

– proroka Izajasza (Izajasza 48:16, 50:1-10),

– proroka Ozeasza (Ozeasza 9:16-17),

– proroka Ezechiela (Ezechiela 21:14-15),

– Mojżesza (1 Mojżesza 1:26, 19:24).

I ja składam świadectwo wiary…

Jeszcze raz podkreślam, że Słowo Boże powinno się wyjaśniać Słowem Bożym:

„Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże” (1 Piotra 4:11).

Wyjaśniać ZAWSZE na dobrze znanej zasadzie, tak  iż „na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta każda sprawa (Mateusza 18:16), „na zeznaniu dwóch albo trzech świadków opierać się będzie każda sprawa (2 Koryntian 13:1).

Jest to wówczas wykładnia autentyczna i prawdziwa, która współgra z całą treścią Pisma.

„Pismo mówi” – a niech słudzy diabła sobie SPEKULUJĄ kosztem Prawdy Słowa –  słudzy Pana natomiast zawsze powinni powoływać się na Pismo (z siłą akcentu położoną na naukę Syna), a nie polegać na własnym ułomnym rozumie, projektować długie, filozoficzne wywody, przypuszczenia, gdybania, typu:

„Ja uważam, że”, „Myślę, że to niemożliwe”, „Nie to nie tak – tutaj nie chodzi o realny fakt, ale o zamysł, zamierzenie”, „To nie może być prawda, gdyż to niemożliwe, nie pojęte”, „jak to możliwe?”, „czy na pewno tak powiedział i to miał na myśli?”, itp. hasła ojca kłamstwa:

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział” (1 Mojżesza 3:1).

Pan powiedział:

„I rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, Ja zaś z wysokości; wy jesteście z tego świata, a Ja nie jestem z tego świata. (24) Dlatego powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to Ja jestem, pomrzecie w swoich grzechach” (Jana 8:23-24).

Diabeł nadal podpowiada:

„Na pewno nie umrzecie” (1 Mojżesza 3:4).

PUŁAPKĄ diabła jest nauczyć ludzi wątpić, reinterpretować nader jasny przekaz i wychodzić ponad to co napisano, kiedy w sposób filozoficzny (polegający na przypuszczeniach, logicznej pseudo-biblijnej dedukcji) próbuje znaleźć się odpowiedzi pasujące do naszych osobistych przekonań – zamiast po prostu WIERZYĆ BOGU w wielokrotnie złożone świadectwo!

Zbawienie bierze się z wiary Jehoszua, a nie technicznego i skrupulatnego zrozumienia wszelkich najdrobniejszych szczegółów dzieł Bożych…

Dzieci wierzą i żyją, a filozofowie wciąż pytają o to samo i umierają, dlatego też „człowieka, który wywołuje odszczepieństwo (od Prawdy Słowa – wiary Syna), po pierwszym i drugim upomnieniu UNIKAJ, (11) wiedząc, że jest on przewrotny i grzeszy, i sam na siebie wyrok wydaje” (Tytusa 3:10-11).

Wielu ludzi mówi, że wierzy w Syna, ale nie wierzy Synowi – Jego nauczaniu i mowie (Jana 3:12-13, 16, 18, 31-33, 6:38, 46-47, 61-62, 8:13-14, 23, 57-59, 16:27-28, 17:5,8, Mateusza 22:41-46, Łukasza 13:34, Psalm 16:8-10, Psalm 22).

Czy jest możliwe, by w człowieku mieszkał duch „Boży, Chrystusowy”, gdy nie mieszka w nim Słowo…

Odpowiedź daje sam Pan:

„Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” (Jana 14:23).

 

Paweł Krause